sobota, 26 października 2013

Rozdział 3

'-Harry...?
-Tak?
-Kocham cię.. zakochałem się w tobie... '

Obudziłem się zalany zimnym potem. Śniło mi się, że Louis wyznał mi miłość. Poczułem się strasznie, nie odwzajemniałem tego uczucia. Co prawda to prawda, lubię go, ale... nie kocham.
Od rozmyślań oderwał mnie narastający głód. Niepewnie zajrzałem do pokoju Lou. Jeszcze spał. Postanowiłem zrobić nam śniadanie. Wziąłem potrzebne składniki i zabrałem się za naleśniki. Po jakichś 30 minutach było już naleśników dla nas obu, więc zawołałem Louisa.
-Jezu.. To nie był sen..? -usłyszałem cichy głos z jego pokoju.
-Ale co? -zapytałem. Nie zbyt wiedziałem o co mu chodziło, jestem... lekko niekumaty. Szczególnie rano.
-Bałem się że to.. Że ty w ogóle ze mną rozmawiałeś to był sen i znów obudzę się na jakiejś ławce…
-Spokojnie.. to prawda.. -polałem naleśniki syropem klonowym i postawiłem przed Louisem, który przed chwilą przyszedł. 
-Dziękuję. Smacznego. -uśmiechnął się, usiadł i zaczął jeść. 
-Dziękuję. Nawzajem -usiadłem naprzeciwko i także zacząłem jeść. No nie powiem, najgorsze nie wyszły. Podczas posiłku kilkakrotnie przyłapałem Lou na patrzeniu na mnie. 
-Jesteś przystojny -stwierdziłem po jedzeniu. 
-Dziękuję.. ty też..  -spłonął rumieńcem. Jak on słodko się rumieni..
-Nie.. ja wyglądam jak dziecko... -odpowiedziałem. Czy on uważa, że jestem ładny..? 
-Dzieci są urocze.. To znaczy.. Pewnie pomyślisz teraz że jestem jakimś pedofilem.. -wystraszył się. 
-Wiem, że nie jesteś, spokojnie.. -uśmiechnąłem się do niego. Od razu rozluźnił mięśnie. 
-Która godzina..? -zapytał niepewnie. 
-10.00, a co?- zapytałem z ciekawością. 
-Zaraz idę.. -wstał z krzesła i odniósł swój talerzyk do zmywarki. 
-Gdzie..? -czyżby nie zrozumiał, że chcę, aby mieszkał ze mną? 
-Zarabiać.. -powiedział ze smutkiem w głosie. 
-Nie musisz! -powiedziałem. 
-Muszę.. czuję jakbym cię wykorzystywał.. -zasmucił się. Przytuliłem go. 
-Zaśpiewaj mi coś... -uśmiechnąłem się. 
-A..Ale... Co? -znów napiął mięśnie. Zauważyłem, że gdy się denerwuje lub jest przestraszony, napina mięśnie.
-Obojętnie... -wtuliłem się w niego. Zaczął powoli, jednak nie do końca rozluźniać się.
-Ale.. Ja serio nie umiem śpiewać...
-Wierzę, że umiesz...
-Ale...
-Proszę... - zrobiłem słodkie oczy.
-No dobrze... Zaśpiewam "Lego House" Ed'a Sheeran'a... -rozmyślił się.
-Tak, tak, tak! -krzyknąłem zadowolony. Bardzo chciałem usłyszeć jak Louis śpiewa. Wytężyłem zmysł słuchu. Louis odchrząknął, jednak nie zaczął śpiewać.
-Ja.... Wolę śpiewać gdy czuję, że jestem sam... -powiedział nieśmiało. Wyszedłem z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Lou zaczął śpiewać. Był... nieziemski. Po prostu doskonały. Taki delikatny, miękki, a zarazem stanowczy. Piękny, anielski głos.
Po chwili Louis skończył swoją popisową piosenkę.
-I jak? -zapytał. Wszedłem do pokoju i przytuliłem go.
-Idealnie... -wyszeptałem.
-Wcale nie... -odpowiedział.

Kilka kolejnych miesięcy zleciało nam na poznawaniu się, lataniu po wesołych miasteczkach, barach i innych ciekawych miejscach. Pewnego dnia poszedłem na spotkanie z Diasy, swoją dziewczyną.
-Wiesz co? -powiedziała po dłuższej ciszy. Pokręciłem przecząco głową. -Zrywam z tobą Styles. -powiedziała i odeszła. Nie poczułem się źle. Poczułem się wściekły.
Wróciłem zapłakany do domu. W sumie, nie wiem czemu płakałem. Może ze złości. Gdy tylko przekroczyłem próg willi, od razu zobaczyłem Lou.
-Hazza, co się stało? -zapytał z troską w głosie.
-Ona... mnie.. rzuciła... -wykrztusiłem. Lou od razu mnie przytulił.
-Biedaku.. przykro mi... -powiedział wtulając mnie w siebie.
-Nikt mnie nie kocha... Nie chce mi się żyć.. -rozmyślałem na głos.
-Na pewno ktoś cię kocha.. -powiedział Lou i głaskał mnie po pleckach.
-Kto.? -zapytałem z nadzieją.
-Ja... -powiedział... -ja nie wiem -dodał po chwili. W tej chwili coś we mnie pękło. Oderwałem się od Lou, wyjąłem z szafki żyletkę i zacząłem się ciąć.
-Chcesz się zabić i zostawić mnie samego jak każdy?! -krzyknął Louis wyrywając mi żyletkę z ręki. 
-Oddaj to. 
-Nie. 
-WYJDŹ! -krzyknąłem. Nie chciałem tego powiedzieć. To była chwila... nie chciałem. 
Jednak chłopak już wyszedł.


__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Tadaaa xd
2 komy= next rozdział. 

Nie żartuję. 
Ja mówię serio.
Really. 

Kom=szacunek dla autorek.
Więc komentujcie.
Proszę. 

I teraz tydzień (do piątku) raczej nie będzie rozdziału. Głupia kara. Przepraszam. Mam nadzieję, że się nie zrazicie. <3 

3 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz <3