sobota, 2 listopada 2013
UWAGA!
Nie wiem, czy nie zacząć nowego opowiadania. To mi się nie podoba. Sorry, ale Wy nie komentujecie. Poza tym, mam fajny nowy pomysł. A że jak wiecie piszę to z inną osobą, jakby.... noo... zaszło to za daleko, wszystko stało się za szybko. Piszcie mi opinię. Proszę.
piątek, 1 listopada 2013
Rozdział 4
Louis pov
Szedłem zasmucony ciemnymi ulicami Londynu. Bałem się. Muszę powiedzieć, że się bałem. Po pierwsze, było tak ciemno i zimno, że jeśli miałbym dalej mieszkać na ulicy to zamarzłbym. Po drugie, moja największa, pierwsza, niezapomniana, piękna i co najważniejsze... Nieodwzajemniona miłość wypędziła mnie z domu. Ba, chyba nawet za mną nie poszedł. Nie kocha mnie. Wiem to. I to jest to, co najbardziej boli.
-LOUIS!! LOUIS BŁAGAM! LOU WRÓĆ!! -usłyszałem za sobą Loczka. W moim sercu pojawiła się iskierka nadziei. Odwróciłem się i spojrzałem na chłopaka smutnym wzrokiem.
-Loui, wróć, przepraszam.. -wtulił się we mnie. Poczułem przyjemne ciepło w okolicach brzucha, jednak nie dałem tego po sobie poznać. Lekko się od niego odsunąłem.
-Nienawidzisz mnie. -stwierdziłem. W odpowiedzi dostałem tylko milczenie. Już miałem się odwrócić i odejść, gdy nagle Hazza wydobył z siebie krzyk.
-NIE MÓW MI CO MAM W SERCU I CO CZUJĘ DO LUDZI! JA TO WIEM, ROZUMIESZ!? JA JESTEM PANEM SWOJEGO SERCA! -wykrzyczał na całą ulicę i zaczął płakać. Normalny człowiek uznałby Hazzę za niepoczytalnego i uciekłby. Ale nie ja.
-S..spokojnie..-powiedziałem i niepewnie podszedłem. Przytuliłem chłopaka. W odpowiedzi wziął mnie na ręce i zabrał do domu. Czyżby chciał mi coś przez to powiedzieć?
-Ogarnij się, Tomlinson. Harreh cię nie kocha.. -powtarzałem w myślach. Musiałem na prawdę mocno nad sobą panować, żeby po prostu się na niego nie rzucić..
-Nie wiedziałem gdzie iść jak mnie wyrzuciłeś.. -przyznałem na głos.
-Przepraszam.. -powiedział zmieszany i umieścił lekki, czuły pocałunek na moim policzku. Moja nadzieja znów wzrosła i znów musiałem ją ugasić tamtymi słowami. Coś czuję, że niedługo one staną się jak moje motto życiowe, jak pacież...
-Jakbyś coś chciał jestem na górze.. -powiedziałem i zacząłem wspinać się po schodach. Musiałem sobie wszystko przemyśleć. Najlepiej wziąć długą, odprężającą kąpiel...
-Przytul mnie. -usłyszałem rozpaczliwy ton lokowanego, a po chwili był on już obok. Przytuliłem go mocno.
-Już dobrze? -zapytałem z nadzieją w głosie.
-Nic nie jest dobrze, czuję się sam..
-Masz mnie. -powiedziałem to tak szybko, że praktycznie przerwałem Hazzie.
-Kochasz mnie? Tak jak ja ciebie, bracie? -zapytał z lekkim uśmiechem. Przytaknąłem tylko. Nie umiałem mu powiedzieć prosto w twarz, że kocham go jak brata. Kłamałbym.
Pocałował mnie w policzek. Lekko uśmiechnąłem się na myśl, że może kiedyś nam się uda..
-Kocham cię Lou. -usłyszałem charakterystyczną chrypkę Hazzy. Zrobiłem wielkie oczy.
-Czekaj, co? -zapytałem. Moja nadzieja sięgnęła najwyższego poziomu i nawet nie chciałem jej hamować. Hazza uniósł jedną brew. Zrozumiałem o co mu chodzi.
-Ah, tak.. ja ciebie też. -powiedziałem. Znów byłem smutny. Strasznie.Usiadł na kanapie i posadził mnie na sobie. Wtuliłem się w niego.
-Czujesz się samotny?
-Tak.
-To przestań się tak czuć, masz mnie. -powiedziałem z uśmiechem.
-A ty mnie. -także się uśmiechnął. -Mam ochotę na loda. -zaśmiał się.
-Mogę iść do sklepu jeśli chcesz..
-Nie, mam na dole... -wziął mnie ze sobą. Jedliśmy lody jak zakochani. Podobało mi się to i dało kolejny fundament mojej nadziei. Nie wiem czemu, kolejny raz nie chciałem robić wszystkiego by nadzieja zniknęła.
-Zachowujesz się dziś jakoś... inaczej.. -stwierdziłem.
-Zawsze jestem taki po zerwaniu. -niczym kula do burzenia, zniszczył tym kolejne fundamenty. Nie wiem czy mieszkać z nim dalej. Nie wiem, czy to nie za dużo mnie kosztuje.
-Będzie ok... -wypaliłem.
-Czemu jesteś tego taki pewny?
-A czemu nie mam być?
-Bo tak nie będzie, wiesz, ze się zabiję?
-Nie zrobisz mi tego. -przeraziłem się.
-Jestem dla ciebie nikim.
-Jesteś dla mnie jak brat.. -w sumie nie wiem czemu nie wyznałem mu miłości..
-Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.
-Cieszę się z tego powodu. -przytuliłem go.
-Ja też. Bo wiem, że nie pójdziesz. Nigdzie. A jeśli nawet, to cię znajdę.
-Gdyby nie ty to dawno by mnie tu nie było..
-Czemu tak myślisz?
-W zimę byłem bardzo chory..
-Ale ja jestem takim twoim aniołkiem.. zawsze cię obronię. -Nagle zrobiło mi się duszno. Dostałem mdłości.
-Dziękuję -wydusiłem. Miałem ochotę położyć się do łóżka. Najlepiej położyć się i nigdy nie wstawać. Zobaczyłem w oknie Diasy.
___________________________________
HUHUHUH macie rozdział xd
Nienawidzę tych tygodniowych przerw, ale cóż...
Pewnie będzie 0 komów.. xd
trudno.
ale
prosze
kom=szacunek dla autorek..
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)